Rok założenia - Anno Domini 2008
TARNAWA
Herb Rodu Malczewskich
SPIS:
Strona główna
Wstęp
Akt chrztu
Kalendarium
Ród
Kim była
Objawienia
W oczach współczesnych
W hołdzie
Genealogia
Kościół
w Parznie
Muzeum
Modlitewnika
Sprawy różne
"Echo z Parzna"
Pamięć o Wandzie

PAMIĘĆ O WANDZIE MALCZEWSKIEJ
Co zrobić dla przyszłej Błogosławionej?...



Bywają takie spotkania, których nikt się nie spodziewa, a to z tego powodu, że wcześniej nawet o nich nie pomyślał, że są możliwe. Nie spodziewałem się, że kiedyś po latach spotkam Wandę Malczewską; że będę tak blisko niej mieszkał. Jakiś zapisek, notatka - umieszczone nazwisko i imię w babcinym spisie sług Bożych, i nic więcej. Zresztą i ta informacja, wyszperana, a pochodząca z lat 50. ubiegłego wieku, wkrótce uleciała z pamięci, pogrzebana - mogłoby się wydawać - na zawsze w rodzinnym lamusie. Ale, nie! Pamięć przetrwała, tyle że nie o poczynionej niegdyś notce przez moją Babcię Michalinę Chełmońską-Szczepankowską, lecz o osobie - osobie drogiej i bliskiej, otaczanej czcią i podziwem. Mowa o Wandzie Malczewskiej (1822-1896) herbu Tarnawa, urodzonej w Radomiu - mieście pamiętającym Bolesława Wstydliwego a zawdzięczającym swą sławę Kazimierzowi Wielkiemu i Jagiellonom; wreszcie - podupadłemu w XVII w. z powodu zaraz i pożarów, wreszcie z powodu potopu szwedzkiego i rozbiorów; mieście wszak odrodzonemu w okresie II Rzeczypospolitej z prężnie rozwijającym się przemysłem (COP), i doświadczonemu pożogą wojenną (1939-1945), lecz ostatecznie powstałemu z popiołów jak feniks w zmieniającej się i ewoluującej polskiej rzeczywistości (PRL, III RP). Finał życia Wandy Malczewskiej nie był już tak „spektakularny”. Sługa Boża zmarła w nieznanej wcześniej mi wiosce - w Parznie.

Dla miłośników historii, Parzno to jednak miejscowość interesująca, z jedną z najstarszych parafii w Polsce (XII w.). Wieś wspomina w bulli - potwierdzającej posiadłości arcybiskupów gnieźnieńskich - Innocenty II (1136). Tak więc, życie córki Stanisława Malczewskiego i Marii Julii z domu Żurawskich wyznaczały dwie starodawne i sławne osady - dziś miasto Radom i wieś Parzno.

Powyższa dygresja historyczna nie jest od rzeczy, gdy weźmie się pod uwagę, że i ród Malczewskich ma bardzo stare korzenie, sięgające początków dziejów Polski. Malczewscy wywodzą się ze Śląska. W XII wieku przybyli do Wielkopolski. W XVII wieku Malczewscy herbu Tarnawa znani byli w dwóch liniach: sandomierskiej, wywodzącej się z Malczewa pod Radomiem, oraz wschodniej. Gałąź sandomierska Malczewskich w XIX wieku osiadła w Radomiu. Mottem rodu Malczewskich herbu Tarnawa było: Virtus nihil timet (Cnota nie lęka się niczego). Protoplastą rodu był Jakub Jakusz Malczewski herbu Tarnawa, zmarły około 1465 roku. Nazwisko Malczewskich jest znane w Polsce; wystarczy choćby wspomnieć bratanka Wandy, malarza symbolistę, Jacka Malczewskiego (1854-1929), urodzonego również w Radomiu. Obok tego znamienitego artysty i przedstawiciela familii Malczewskich, znaleźli się inni równie sławni reprezentanci rodziny, a to m.in.: Antoni Malczewski (1793-1826) – wybitny poeta, ceniony przez samego wieszcza Adama Mickiewicza, autor pierwszego polskiego poematu poetyckiego „Maria”; Franciszek Skarbek-Malczewski (1754-1819) − arcybiskup metropolita warszawski i prymas Królestwa Polskiego (1818-1819); także ojciec Wandy: Stanisław (1798-1848) − właściciel Siedlec, kapitan wojsk polskich i uczestnik Powstania Listopadowego; powstańcem był również mjr Franciszek Malczewski (1800-1852), zesłany z Piotrem Wysockim na Syberię, gdzie spędził 20 lat i tam zmarł z wycieńczenia; z czasów nam bliższych należy wymienić generała dywizji WP Juliusza Tarnawę-Malczewskiego, zamordowanego w 1940 roku przez NKWD.

Wróćmy jednak do naszej Bohaterki. Zapewne nie doszłoby do bliższego z nią „spotkania”, gdyby nie moja przeprowadzka z Zielonej Góry do Bełchatowa (1976). Tu znalazłem nowy dom, pracę, założyłem rodzinę. Minęło bez mała dwadzieścia lat, gdy dowiedziałem się o Wandzie Malczewskiej (1993); że w pobliżu Bełchatowa − w Parznie − w krypcie pod prezbiterium parafialnego kościoła znajduje się sarkofag Sługi Bożej. Nagłe olśnienie! Mieszkam tak blisko „świętej”, zaledwie 6 kilometrów od Jej grobu.

Wandę „znałem” już wcześniej, była mi bliska jej postać, życie i jej przesłania, przepowiednie i objawienia. Wiedziałem, że jej proces zaczął się jeszcze w okresie międzywojennym, w Łodzi. Niestety, podczas II wojny światowej wiele dokumentów i świadectw zaginęło. Trzeba było zaczynać niemal od nowa; w latach 50. zaczęto odtwarzać notatki dotyczące życia Wandy Malczewskiej. Ja także wróciłem do notatek swej babci Michaliny Chełmońskiej-Szczepankowskiej. Po lekturze i poczynionych „odkryciach” ruszyłem na rekonesans do pobliskiego Parzna. Zacząłem rozpytywać mieszkańców, zaznajamiać się z przedwojennymi i powojennymi publikacjami na temat Wandy.

Zanim Wanda zamieszkała w Parznie, wcześniej przebywała w nieodległym Lubcu, z którego chodziła pieszo do parzniańskiego kościoła − bagatela, 8 kilometrów! Zarówno w Lubcu jak i w Parznie znana była z działalności edukacyjnej, katechetycznej i charytatywnej wśród wiejskiego ludu, zwłaszcza wśród dzieci. Nazywano ją „ciocią Wandzią”, albo „świętą panią”. Była osobą aktywną, choć nie obnosiła się ze swoją dobrocią. Trafiała do wiejskich chat, gdzie najbardziej potrzebowano jej pomocy i wsparcia. Z własnej inicjatywy uczyła dzieci pisania i czytania, a także nauki religii. Zawsze przynosiła ze sobą jakieś drobne pre-zenty dla dzieci oraz coś do zjedzenia. Nierzadko posługiwała chorym; znała się na ziołach. I chociaż, jak przed laty donosiło czasopismo periodyczne poświęcone rozszerzaniu czci świątobliwej Wandy Malczewskiej: „w swem życiu nic wielkiego nie zrobiła, a jednak zdziałała bardzo wiele! Zdziałała bardzo wiele, bo potrafiła siać wkoło siebie nieocenione skarby serca swego, wspaniałe perły cichego samozaparcia, brylanty słodkich słów swoich” („Echo Parzna 1934 nr 1, s. 5). Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że Malczewska była jedynie spolegliwą „ciocią” czy „babcią”.

Wanda Malczewska była osobą wielkiego serca i duszy. Doznała w swym życiu wielu spotkań z Tajemnicą. Nie były to zwykłe spotkania, lecz obcowania mistyczne − z Panem Jezusem i Jego Matką Maryją. Od Nich czerpała „wiedzę tajemną” na temat przyszłości narodu i państwa polskiego, którego jeszcze nie było na mapach Europy. Objawienia i łaski, które otrzymywała, nie zatrzymywała dla siebie − były one „na pożytek drugich”: dla całego narodu. „Polska się ostanie, o ile sobie nie da wiary odebrać…” − przekazywała dobrą nowinę rodakom w 1871 roku. Ale ta „Polska Ewangelia” obwarowana była warunkiem wierności Bogu: „o ile sobie nie da wiary odebrać…”. Gdy dzisiaj czyta się te słowa, nie sposób poddać się smutnej refleksji z krzyżem w tle − w Polskim Parlamencie, na Krakowskim Przedmieściu i w polskich szkołach, gdzie znak wiary zawadza, i to nie „Żydom” i muzułmanom, ale naszym polskim niedowiarkom, Pseudo Prometeuszom walczącym o „świeckość” państwa i przynoszącym narodowi zarzewie narodowej zagłady. Miał rację „nasz” Papież, gdy pisał, że wolność nie jest nam dana raz na zawsze, ale jest − nam zadana.

Szczególnym „proroctwem” w kontekście polskiej historii było przesłanie z 15 sierpnia 1887 roku: „Uroczystość dzisiejsza stanie się za niedługo świętem narodowym Polaków, w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem, dążącym do zagłady waszej”. Nie sposób nie zadumać się dzisiaj nad tą przepowiednią. Jakże trafna przepowiednia „Cudu nad Wisłą”!

Malczewska nie chwaliła się swoimi widzeniami; znał je tylko jej spowiednik, proboszcz z Żytna, ks. Tomasz Świnarski. Wanda przebywała w Żytnie w latach 1870-1880. Dzięki niemu słowa Pana Jezusa i Maryi przetrwały do dzisiaj, dając świadectwo prawdzie.

Ta „nic nieznacząca” − wedle opinii świata − kobieta, cieszyła się mirem wśród ludu już za życia. Po śmierci krąg jej czcicieli znacznie się poszerzył i nadal rozszerza. Są wśród nich nie tylko ludzie prości, ale i znani artyści, pisarze, biografowie, duchowni. Swe pełne podziwu opinie o Wandzie Malczewskiej przelewają na papier i rozgłaszają wieść o Słudze Bożej. Wśród autorów znakomitych opinii o Wandzie Malczewskiej są zacne osobowości, począwszy od ordynariusza łódzkiego ks. arcybpa Władysława Ziółka i − najznakomitszego spośród jej „laudatorów” − papieża (dziś błogosławionego) Jana Pawła II. Ten ostatni powiedział o niej: „Arcypolka, Wanda Malczewska, grała jak wirtuoz na najpiękniejszych strunach naszej duszy narodowej. Ojczyzną Jej była Polska zawsze wierna Bogu”. Nie mogłem pozostać obojętny na te słowa. Postanowiłem coś dla niej zrobić.

Najpierw złożyłem wniosek do prezydenta miasta Bełchatowa o nazwanie ulicy imieniem Sługi Bożej (2002). Starania trwały dwa lata. W roku 2004 jedna z ulic w Bełchatowie otrzymała imię Wandy Malczewskiej To było moje pierwsze „coś” dla niej, uwieńczone jej sukcesem.

Rok później (2003) złożyłem wniosek u wójta gminy Kluki i dyrektora Gimnazjum w Klukach o nadanie nowej szkole imienia Wandy Malczewskiej (na terenie gm. Kluki znajduje się Parzno). W sprawę zaangażowali się mieszkańcy Parzna, Kluk, Kaszewic, a nawet Bełchatowa. Wszyscy pragnęli, aby Sługa Boża Wanda Malczewska została patronką Gimnazjum w Klukach. Właśnie ona i tylko ona. I tak stała się dla miejscowej młodzieży − i nie tylko − pięknym wzorem do naśladowania. Objęcie patronatu szkoły przez Wandę Malczewską wy-chodziło w pewnym sensie naprzeciw obawom Pana Jezusa, który w Żytnie, w 1874 roku, powiedział do Wandy: „Zbliżają się czasy przewrotne. Ojczyzna wasza będzie wolna od ucisku wrogów zewnętrznych, ale ją opanują wrogowie wewnętrzni. Przede wszystkim starać się będą wziąć w swoje ręce młodzież szkolną. Dowodzić będą, że religia w szkołach niepotrzebna, że można zastąpić ją innymi naukami. (…) Krzyż i obrazy religijne z sal szkolnych będą chcieli usunąć, aby te wizerunki chrześcijańskie nie drażniły Żydów. Przez młodzież pozbawioną wiary zechcą w całym narodzie wprowadzić niedowiarstwo. Jeżeli naród uwierzy temu i pozbędzie się wiary, straci przywróconą Ojczyznę. Niechże ojcowie i matki zwracają uwagę na szkoły. Niech protestują przeciwko usuwaniu wizerunków religijnych ze szkół i przeciwko nauczycielom dążącym do zaprowadzenia szkoły bezwyznaniowej. Nauka bez wiary nie zrobi Świętych ani bohaterów narodowych. Zrodzi szkodników. Módl się o dobrą chrześcijańską szkołę”.

Starania niżej podpisanego o to, by Wanda Malczewska stała się patronką Gimnazjum w Klukach napotykały na rozmaite przeszkody i trwały ponad dwa lata. Trzeba było wielu zabiegów u władz lokalnych i szkolnych, a także zbierania podpisów od mieszkańców gminy (ponad 1300) i radnych (10). Przy poparciu gimnazjalistów, nauczycieli, katechetki, księdza proboszcza i rady gminy ogłoszono w kluckim Gimnazjum konkurs na patrona szkoły (luty 2005). W głosowaniu wzięli udział nauczyciele, uczniowie i rodzice. Spośród pięciu kandydatów wybrano Sługę Bożą Wandę Malczewską. Ostateczna decyzja należała jednak od radnych gminy. Ci na sesji jednogłośnie zdecydowali, że patronką Gimnazjum w Klukach będzie Wanda Malczewska. To drugie moje „coś” − i drugie zwycięstwo Wandy (należy tu nadmienić, że jest to pierwsze gimnazjum w Polsce, które nosi imię Malczewskiej).

Równolegle do wniosku złożonego u wójta gminy w Klukach, złożyłem petycję do prezydenta miasta Radomia o nazwanie − podobnie jak w Bełchatowie − jednej z radomskich ulic imieniem Wandy Malczewskiej. Po roku przychylono się do mojej prośby. To już trzecie moje wotum dla Sługi Bożej. I tak w 2004 roku, pojawiły się dwie ulice Malczewskiej: jedna w Bełchatowie, a druga w Radomiu.

W roku 2008 podjąłem się kilku zadań. Wszystkie − poza jedną − zależały jedynie od mojej pracy. Te zostały zrealizowane szybko i pomyślnie. I tak, opracowałem stronę internetową poświęconą Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej: www.wandamalczewska.republika.pl Ponadto sporządziłem drzewo genealogiczne rodu Malczewskich. Następnie oprawiłem je i ofiarowałem Muzeum Modlitewnika Polskiego im. Wandy Malczewskiej w Parznie (powstałe w 2007 roku z inicjatywy i staraniem pani dr Wiesławy Piontek). Dodatkowo sporządziłem: kalendarium życia Sługi Bożej; akt chrztu Wandy Malczewskiej; reprodukcję obrazu przedstawiającą jej postać. Precjoza te ofiarowałem rzeczonemu muzeum. Żeby jednak nie popaść w zbytnią euforię czy też „samozadowolenie”, złożony przeze mnie w tym samym 2008 roku wniosek do Rektora Kolegium Nauczycielskiego w Radomiu o nadanie dla tejże uczelni imienia Wandy Malczewskiej nadal jest w fazie „rozpatrywania”. Opór „materii” jednak mnie nie zniechęcił. Przystąpiłem do dalszych działań na rzecz pamięci Czcigodnej Sługi Bożej Wandy. Tak na marginesie, pragnę dodać, że proces beatyfikacyjny w Watykanie już się zakończył. Wszyscy czekamy jeszcze na cud za przyczyną „świętej pani” z Parzna.

W roku 2012 udało się „ochrzcić” jeszcze jedną szkołę, tym razem podstawówkę w Parznie. Otrzymała imię Wandy Malczewskiej (2012). Ceremonia nadania imienia zbiegła się ze 190. rocznicą urodzin Sługi Bożej (1822).

Przemierzając trasę: Bełchatów - Parzno - Lubiec, pomyślałem, że można by tę lokalną drogę ofiarować Wandzie, wszak zapewne nie jeden raz chodziła nią w swoim życiu. W tymże samym roku (2012) rozpocząłem kolejne działania. Sprawa jednak zdawała się być nie do załatwienia. Problem, jaki się pojawił, był natury obiektywnej: w Polsce nie ma zwyczaju nadawania imion drogom… dlatego drogę z Bełchatowa przez Parzno do Lubca przemianowałem we wniosku do władz gminnych (Bełchatowa i Kluk) na trakt − „Trakt Wandy Malczewskiej”. Nie obyło się, rzecz jasna, bez pewnego „nacisku” Starostwa w Bełchatowie. Starania przyniosły oczekiwany skutek. W tym samym jeszcze roku ustawiono po obydwu stronach drogi osiem tablic, cztery po lewej i cztery po prawej stronie traktu. Tablice są czytelne i gustowne. Wytyczają drogę − jak w filmie „Pokuta” − do kościoła.

Na tym jednak nie koniec. Chciałoby się jeszcze „coś” dla Wandy zrobić. I to w „czerwonym” Radomiu! Skoro z Kolegium Nauczycielskim sprawa tak się ślimaczy (od 2008) − pomyślałem − może by tak „spuścić” z tonu i znaleźć skromną szkołę w Radomiu, rodzinnym mieście Malczewskiej. Taką skromną placówkę, jak Wanda, gdzie uczą się dzieci. Szkoła, owszem jest. Imienia nie ma. Ale są trudności (od 2009). A raczej brak zrozumienia ze strony dyrekcji Szkoły nr 26 i brak determinacji proboszcza, na terenie którego parafii znajduje się ta podstawowa „wszechnica wiedzy”… Trzeba będzie zatem wydeptywać ścieżki, rozmawiać, czekać na audiencje i posłuchania.


Co jeszcze można by zrobić dla przyszłej Błogosławionej,
aby szerzyć jej kult w Polsce?



Bełchatów, dn. 21.04.2013 r.

Piotr Szczepankowski-Chełmoński